>> środa, 24 września 2008 01:54:10
Wśród burz i deszczów
Niemy słychać krzyk
Ostatnie słowo, powietrza łyk
Nadeszła chwila usunąć się w cień
Pożegnać na zawsze jutrzejszy dzień
Sucha gałąź a na niej sznur
Jedyny towarzysz ostatnich chwil
Przewodnik życia i śmierci pan
Bo strach nie pozwala zagoić ran
Na szyję pętlę zakłada powoli
Lęk przed życiem bardziej boli
Ostatnie pytanie: czy nikt nie widzi?
Czy pomóc nie chce, a może się wstydzi?
Wiatr szepce powoli ostatnią spowiedź
Deszczowe krople snują opowieść
O sercu człowieka, o jego cierpieniu
Wołają o pomoc w jego imieniu
Lecz nie ma odzewu, nawet Bóg płacze
Za późno na pomoc, nie będzie inaczej
Ostatnia łezka ludzkiego cierpienia
Nie znalazł powodu dla swego istnienia
I nagle wiatr ucichł, deszcz uspokoił
Człowiek w świat śmierci odchodzi powoli
Zakończył nędzne życie tułacze
Nie ma człowieka, tylko rozpacz płacze
komentarze [1]
...Marien...
przychodzą takie dni... >> niedziela, 6 lipica 2008 13:31:30
czasem czuje sie tak jakby cały mój cudownie wybudowany świat znikał z powierzchni ziemi jak domek z kart muśnięty oddechem losu...jakby wszystko to, w co wierzę i co mam stało się nagle jakie...szare i puste i bezsensowne jak studnia bez wody...po prostu przychodzą dni...w których wszystko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie ...szarość... łzy... melancholia... niezrozumienie... krzyk... zastanawiam się tylko... gdzie s a wtedy wszyscy ci...którzy są obok gdy jest dobrze... a może lepiej, że ich nie ma?... znów jedyne co bym usłyszała to pretensje, że znowu płaczę, marudzę... tak... tak jest chyba lepiej...
komentarze [1]
...Marien...
...łzy... >> środa, 4 czerwca 2008 21:37:56
ukryta za zasłoną swych lęków...patrzę na gnijące "ja" leżące na dywanie...bez nadziei czy wiary...siedzę osnuta wonią zapomnienia i ostateczności...brodząc w myślach niczym w morzy krwi i łez... "znowu" zapadam się sama w sobie... z marmurowym głazem opartym na ramionach... zmuszającym ciało do zanurzenia się w czerwieni... spod przymkniętych powiek ciekną łzy... rozwarte usta uwalniają ostatnie słabe oddechy... zrezygnowanie i ból opadają na serce dusząc jego ostatnie tchnienia... łzy zastygły w martwych oczach...
komentarze [1]
...Marien...
... >> środa, 2 kwietnia 2008 22:33:39
leżę w cieniu drzew myśli... otulona miękkim bluszczem...zapomniana...naiwna...samotna...czekam wciąż...na jeden gest...na oddech...ciche uderzenie niemego serca...na Twój szept...który krzykiem swym z martwych szponów ciszy mnie wyrwie...na dotyk Twój...który ciepłem swym lód marmuru skóry stopi...na ciepło oczu głębi...w którym utonąć pozwolisz...przyjdź...zamknij szczelnie w silnym objęciu...ukryj na chwile przed światem...otul zapomnianym tak ciepłem...pomóż sercu bić...ustom szept wykrzyczeć...przyjdź...
komentarze [0]
...Marien...
do nieznajomego... cd >> środa, 19 marca 2008 22:26:35
wtulona w silne ramiona nieznajomego...pragnę uciec od świata...zapomnieć na chwile o bólu...który tak niemiłosiernie mą duszę dusi...karci ciało łzami krwi za niepotrzebna miłość...pozwól się wtulić...pozwól by zapach Twój...powonienie me zniewolił...bym zamkniętymi oczami łzy roniąc...mogła szeptać...powoli...po cichu...czym jest życie...czy jestem ja...bym mogła Twój szept usłyszeć...ciche krzyki Twojej duszy...bym mogła zuchwale wierzyć...że chcesz bym była...bym nie umarła...bym mogła zapachem twym oddychać...pozwolisz...?...
komentarze [0]
...Marien...
...do nieznajomego... >> środa, 19 marca 2008 17:57:30
...Zamknij na chwilę oczy…zapomnij o tym co mówią inni… zanurz się w miękkim półmroku mych oczu…otul puchem delikatnych włosów…oddychaj wonią śnieżnobiałej skóry…nie bój się dotyku mych dłoni…wędrujących niepewnie po twarzy i dłoniach…one…tak niepewne…one nie potrafią ukryć tego co powiedzieć chce serce…daj porwać się chwili…choć ten jeden raz…zapomnij o świecie… powinnościach…zapomnij o świecie… bądź tu…przy mnie…we mnie…dla mnie…choć przez chwilę…
komentarze [0]
...Marien...
...błądząc... >> niedziela, 16 marca 2008 13:58:42
Błądzisz ciemnym korytarzem,
wlokąc się ciągle bez celu,
rezygnujesz z pięknych marzeń,
Nie znając nic prócz żalu.
Poszukaj jakiegokolwiek sensu,
na ścieżkach swego umysłu,
zniszcz poczucie bezsensu,
wierząc w realizm wymysłu.
Dlaczego już się poddałeś?
Tak szybko tracisz wiarę.
Kolejną bitwę przegrałeś,
Napełniasz goryczy czarę.
Postaraj się choć raz,
Uwierzyć w samego siebie,
Odsłoń pewną siebie twarz,
Nie wygram za Ciebie.
Tylko od Ciebie zależy,
Jaki będzie Twój świat,
Tylko do Ciebie należy,
Twój umysłu kwiat.
komentarze [1]
...Marien...
...;( >> sobota, 15 marca 2008 00:03:31
Nie zapomnę Ci tej nocy,
Czy pamiętasz tamte dni?
Wtedy chciałeś dać je mi,
Teraz sam przez życie kroczysz.
Zapomniana letnia łąka,
Nie istotny już ten żar,
Miłość dana w róży pąkach,
Namiętności słodki czar.
Wciąż pamiętam każdy gest,
Każdy uśmiech, słowo Twe,
Powiedz, to był szczery szept?
Czy kochałeś wtedy mnie?
Wszystkie piękne życia dni,
Pozostały tam…pamiętasz?
Nie, już nie chcę więcej śnić,
Tonąc w marzeń mych odmętach.
Naszej letniej łąki czar,
Umarł gdy zamknąłeś drzwi,
Proszę wróć, ocal od mar,
Wróć stracone marzenia mi.
komentarze [1]
...Marien...
opis... >> czwartek, 6 marca 2008 21:31:04
...oparta o atłasowe poduszki...siedzę na łóżku...otulona miękkim światłem świec...mokre, pachnące kaszmirem włosy opadają na ramiona mocząc je i drażniąc je chłodem...wilgotna skóra paruje gorącem i słodkawym zapachem miodu...luźna koszula sięgająca do kolan, zapięta na kilka guzików rozchyliła się ukazując nagie ramiona...w dłoni trzymam pękata lampkę gęstego, czerwonego, słodkiego wina...spoglądam nieobecnym wzrokiem gdzieś w dal...
komentarze [1]
...Marien...
...wiersz dla kogoś waznego:) >> czwartek, 28 lutego 2008 22:06:28
Mrokiem miękkim otulona,
W blasku księżyca skąpana,
Ponad siebie wzniesiona,
Nowa, nieznana.
W ramionach ukryta,
Powonieniem żyjąc,
Zachłanna, bezwstydna,
Zapach twój pijąc.
Nowe, nieznane,
A gdzież niewinność?
Serce spętane,
Duszy naiwność.
A wszystko ukryte,
Za słodyczą rozkoszy,
Tam, głęboko zaszyte,
Za lawiną rozkoszy.
Ale cóż z tego?
Ważne „tu i teraz”,
Przytul do serca swego,
Strach minie zaraz…
komentarze [1]
...Marien...
...opowiadanie... >> środa, 20 lutego 2008 20:53:07
siedziała oparta o gładką ścianę w salonie...od ponad tygodnia nie mogła spać...nie jadła...myślała tylko o tym co się stało...na pozór radosna,nie przejmująca się tym co się stało,chwytająca chwile...to jej bardzo pomagało...możliwość przytulenia się do Niego w każdej chwili gdy tylko był obok...do Niej, gdy tylko była obok...teraz jednak była całkiem sama...nagle małe mieszkanko stało się ogromnym zamczyskiem przytłaczającym ponurymi ścianami...zatopiona w półmroku pełni...wspominała z bólem te wszystkie cudowne chwile...było ich tak wiele przecież...a teraz stało się to tak nieznaczące...nieistotne...bezsensowne...nagle pojawił się on...z czarną różą w dłoniach...stał tuż przed nią...w luźnych, lnianych spodniach...oblany księżycowym blaskiem...z oczami pałającymi pożądaniem i zachętą...jej ubiór dodatkowo to potęgował... delikatna, czarna bielizna okryta na pół rozwiązanym gorsetem o kolorze wina... spódnica dawno już leżała na fotelu obok łóżka w sypialni...klęknął tuż przed nią...poczuła ostry zapach mężczyzny pomieszany z lekko pikantnymi perfumami wtartymi w nadgarstki i okolice tętnic szyjnych...gdy się pochylił... jego długie włosy opadły muskając chłodem jej twarz...mimowolnie zadrżała co uznał za zaproszenie... przesunął opuszkami palców po skórze jej ręki...od ramienia aż po same koniuszki palców... złapał delikatnie w dwa palce jeden koniec sznurka i zaczął delikatnie rozluźniać pozostały, nierozwiązany fragment gorsetu...podniosła się, a gorset opadł z szelestem na parkiet...ukazując przerażoną chłodem skórę okrytą koronkową, czarną bieliznę...popatrzył na nią z taką czułością, że zamknęła oczy i opadła prosto w jego ramiona... wziął ja na ręce, położył na cudownie miękkim dywanie w sypialni tuż obok łoża...siedział obok...pieścił wzrokiem każdy dostępny mu skrawek jej ciała... z pierwszym jego pocałunkiem jej serce poczęło bić jak szalone... z kolejnymi uspakajało się...rosło jednak pożądanie...przyciągnęła Go do siebie...opadł na nią przytrzymując się na silnych rękach...złączył ich namiętny pocałunek... gdy wreszcie był w stanie się od niej oderwać... powędrował delikatnymi pocałunkami po jej ciele...szyja...klatka piersiowa...brzuch...odwrócił ją na plecy, rozpiął stanik...zaczął masować jej plecy...na początku delikatnie...a czasem coraz mocniej...gdy skończył przyległ do niej...zaczął całować jej plecy...drażniąc brodą tak delikatną tam skórę... odwrócił ją, dotknął delikatnie jej ust...przesuwał rękę w dół...między piersiami...po brzuchu...zatrzymał się na wzgórku rozkoszy...jednym ruchem pozbył się resztek bielizny jaka ją okrywała...sam będąc nago...ze zwierzęcą zachłannością począł całować całe jej ciało nie pozwalając jej złapać tchu...nagle zerwał się wylądował na niej i patrząc jej głęboko w oczy zanurzył dłoń w jej nieziemsko miękkich włosach...cała drżała pod dotykiem jego dłoni...podniósł się...wziął ja na ręce...odsłonił czerwony baldachim...położył na łożu...drżała...lecz była spokojna...jej spokój jednak nagle zniknął... jej ręce i nogi zostały mocno przywiązane czarnymi, jedwabnymi wstążkami do filarów łoża...leżała teraz naga...zdana na jego łaskę, a on stał tuz nad nią z diabolicznym uśmiecham na twarzy...spokojnie i bez pośpiechu usiadł między jej udami...dłońmi przesuwał po przerażonej skórze...drażnił gorącym oddechem...nagle bez ostrzeżenia znalazł się w niej wilgotnym, szorstkim językiem...z każdym jego ruchem jej ciało wypełniała fala rozkoszy, której wcześniej nie znała...krzyk...cisza...jej ciężki oddech niosący się po sypialni był dla niego niebiańską muzyką...nie miała sił... podniósł jej biodra...położył pod nimi atłasową poduszkę...pochylił się nad nią i patrząc w oczy...wszedł w nią z tak wielką delikatnością...że z jej ust wydobył się na pół niemy krzyk...poruszał się tak cudownie...coraz szybciej...nie potrafiła ukrywać krzyku, łez...wędrowali razem...po wzgórzach rozkoszy...ku najwyższemu szczytowi...są tam już...razem zdobywają najwyższy szczyt...wspólny krzyk...szept...cisza...roniąc ostatnią cichą łzę...zamknęła oczy...gdy je znów otworzyła jutrzenka wdzierała się do niej przed okno...a po kochanku pozostała tylko czarna róża...
komentarze [3]
...Marien...
...ech... >> poniedziałek, 18 lutego 2008 20:26:09
Spalaj Mnie
Wlewaj się we mnie.
Oto nadchodzi nasz czas,
Zbliża się, budząc me westchnienie.
Cóż za groza czai się w tym czcicielu?
Gdy tańczymy, umiera muzyka.
Urzekamy ich przemykając przed zagubionym wzrokiem.
Wynosisz mnie ponad mnie samego w demonicznym jeziorze swych myśli.
Powstań ze snu w mych ramionach.
To ze mnie twe piękno czerpie swą moc.
Wśród niebiańskich łąk biegniemy poprzez gwiazdy.
Tak nostalgiczni w swych zmysłach.
Nie ma dla nas usprawiedliwienia.
Płoniemy w ogniu swego pożądania.
Konamy na swych oczach tonąc w swych ramionach.
komentarze [0]
...Marien...
...wciąż sama... >> niedziela, 17 lutego 2008 22:10:33
Tkwię sama...
pośród ciszy...
tak słodkiej... spokojnej...
niemej niczym krzyki ciała obolałego...
ciszy tak nienaturalnej... rozdzierającej duszę... umysł...
potrzeba tak niewiele...
by przerwać tę ciszę...
tak niewiele słów... tak niewiele...
Jego...
ale Jego nie ma... nigdy nie będzie...
umarłam sama...
tak martwa wewnątrz...
zabijcie tylko cielesność... to przecież tak niewiele...
czemu się powstrzymujecie?...
cierpię każdego dnia...
zabijam się... codziennie... powoli... subtelnie...
tak boleśnie... tak dokładnie... bez słów…
nic nie mówiąc… zabijam... wciąż sama…
na wieki…
komentarze [0]
...Marien...
ona...? >> niedziela, 27 stycznia 2008 12:30:55
zanurzona w lepkim morzu słów...
bezimienna ona...
nie śni już swych pięknych snów...
bezimienna ona...
zapomniała co to strach...
ona...
zapomniała...szczęśliwości gmach...
ona...?
bezimienne dziecię...
zdziczałego losu...
ona...
................................................
schowana...w cieniu swych leków...
ucieka przed życiem...do niego...
wśród krwistych róż pęków...
odżywa...dla niego...
w morzu beznadziei pływa...
łzami duszę miłości obmywa...
nienawiści sens odbiera...
z czystej miłości umiera...
dla niego...
komentarze [4]
...Marien...
..."Z tobą bezpieczna"... >> sobota, 29 grudnia 2007 14:13:07
Obudzimy się wtuleni w południe lata
Na końcu świata, na wielkiej łące
Ciepłej i drżącej
Wszystko będzie takie nowe i takie pierwsze
Krew taka gęsta, tobie tak wdzięczna
Z tobą bezpieczna nad nami
Dmuchawce, latawce, wiatr
Daleko z betonu świat
Jak porażeni, bosko zmęczeni posłuchaj
Muzyka na smykach gra
Do ciebie po niebie szłam
Tobą oddycham, płonę i znikam chodź ze mną
komentarze [1]
...Marien...